25 lutego 2017

Mirrors do not lie - reality lies

I like jewellery. I like making jewellery. I like broken things. I like making jewellery out of broken things. I also like mirrors. I did not know if I liked making jewellery out of them, but I wanted to give it a try.
Now I know I don't like it. At least not from broken ones. Glass shards are probably still in some places where I didn't find them, I managed to glue two mirrors to the floor, because the glue poured through cracks (fortunately I knew the trick with nail polish remover being able to dissolve Super Glue BEFORE I got crafty) and probably signed up for a good 98 years of bad luck >D

Lubię biżuterię. Lubię robić biżuterię. Lubię popsute rzeczy. Lubię robić biżuterię z popsutych rzeczy. Lubię też zwierciadełka. Tego, czy lubię robić z nich biżuterię, nie wiedziałam, ale koniecznie chciałam spróbować.
Teraz już wiem, że nie lubię. A przynajmniej nie z zepsutych. Odłamki szkła zapewne nadal są w miejscach, w których ich nie znalazłam, zdołałam przykleić dwa lusterka do podłogi, gdyż klej przeleciał przez spękania (jak dobrze, że znałam trik ze zmywaczem do paznokci rozpuszczającym Super Glue ZANIM się za to zabrałam) i pewnie stanęłam w kolejce po solidne 98 lat pecha >D



It was an old idea, heavily inspired by this necklace by Ashley Gilreath. I don't treasure my ancestors and I wouldn't want to commemorate them, but mirrors - broken ones - and golden hue of the whole thing have their own symbolic value for me. I guess. I've been looking for illegal mirrors for several years, and I've found them at last! I've unstitched them from an Indian choli blouse, of the type belonging to a Banjara tribe (a bit heretic move from me, I know, but a) it didn't fit me, b) it had a lot of details I saw a different use for. Not to mention the colours.). Thanks to this the mirrors were already a bit worn out, which was exactly what I wanted, but they were also very cheaply made, what I discovered while breaking them, as the glass was easily separating from the silver layer... (and that's the story of how I glued it to the floor). The frames were the only thing I had to buy purposely for this project, all the rest was repurposed from old stuff.

To dawny pomysł, inspirowany mocno tą kolią od Ashley Gilreath. Przodków swoich nie cenię i nie chciałabym ich upamiętniać, ale lusterka, do tego popękane, oraz złota kolorystyka całości, mają w moich oczach swój wymiar symboliczny. Jakiś. Na znalezienie nielegalnych zwierciadełek czaiłam się kilka lat, ale w końcu się udało! Odprułam je w końcu od indyjskiej bluzeczki choli, której wzornictwo sugerowało, że pochodzi z plemienia Bandżara (trochę zbrodnia, wiem, ale a) nie pasowała na mnie, b) miała w sobie sporo elementów, które mogłam wykorzystać w inny sposób. Nie wspominając o kolorach.). Dzięki temu były już trochę znoszone, co bardzo mi odpowiadało, ale były też kiepsko wykonane, co wyszło na jaw przy tłuczeniu ich, gdyż szkło z lubością oddzielało się od srebrnej warstwy... (i tak właśnie przykleiłam je do podłogi). Ramki na lusterka były jedyną rzeczą, którą musiałam specjalnie kupić do tego projektu, cała reszta była zdobyczna i odzyskana ze staroci.

11 lutego 2017

Flapper's winter

Turbans are lovely and make a good cover for the ears when the wind is blowing, and you know my fondness for them, but sometimes they get problematic. Like when I have to leave the house really quick, and the Universe decides that no, it won't let me to wrap it neatly at this moment. Or there is no mirror present. Or it gets too cold to cover head with just a scarf. I needed something that is fast to dress in and warm - and nice to my eyes, which excluded like 97% of existing headwear. Yes, a fixed turban is a good idea and it is in my handmade plans, but as for now imagining a way to sew it with invisible seams and making it sturdy at the same time beats me >D People do it somehow, anyway, so it has to be possible.
But there is another type of winter headwear which I like a lot and it also suits my face shape. It accidentally comes from one of the decades when turbans were all the rage in Western fashion. I'm talking about an 20s style cloche hat. I had one of these for many years, but despite its cute shape I wasn't too enthusiastic about its dull wine colour. It had to be altered.

Turbany są piękne i słodko grzeją w uszka, gdy hula wiatr, i znacie moją miłość do nich, ale czasem są problematyczne. Zwłaszcza gdy potrzebuję wyjść z domu w trybie natychmiastowym, a tu Wszechświat się upiera, że nie, że właśnie teraz nie pozwoli mi go ładnie zawiązać. Albo gdy na podorędziu nie ma lustra. Albo gdy jest - o zgrozo - za zimno na ogrzewanie głowy samym szalikiem. Potrzebowałam czegoś, co da się założyć na głowę szybko, jest ciepłe - a przy tym mi się podoba, co odsiało jakieś 97% istniejących nakryć na czerep. Tak, zszyty na stałe turban to dobra sprawa i istniejąca w moich planach rękodzielniczych, ale na razie fizyka pod tytułem "jak to przyszyć, żeby nie było widać szwów i przy tym się nie rozleciało" mnie przerasta >D Ludzie jednak jakoś to robią, więc musi się dać.
Jest wszakże jeszcze jeden typ nakrycia głowy używany w tworzeniu czapek na zimę, który bardzo mi się podoba i też pasuje mi do kształtu twarzy. Przypadkiem też pochodzi z jednej z tych dekad, kiedy w modzie zachodniej popularne były turbany. To kapelusz w stylu lat 20. Byłam też od lat w posiadaniu takowego, ale mimo uroczego kształtu nie pałałam entuzjazmem do jego zgaszonego bordowego koloru. Poszedł tedy do przeróbki.
black 20s cloche flapper hat czarny kapelusz lata 20 gothic hat kapelusz gotycki dark mori winter hat
Front and left side. Differences in shape are caused by perspective and sitting it differently.
Right side and back.

The base was a simple felt hat with this characteristic bell shape - modern one, of course. It was in a good condition and I didn't feel like getting rid of it just because its colour weren't to my taste anymore. Since I've found good inspirations and I firmly believe everything that can be unpicked and sewn together once again can be altered - the wine-coloured thing went under the machine to acquire a new life. Now it's black like it should be, full of unraveling layers which I love so much. The star of this new design is chiffon bit with scalloped edge and heavy beading, it's the essence of flapper fashion. The net detail, associated with this era, but not worn outside the stage, lace bit with almost art-deco design, a flower detail on the ear with longer part - all of this goes well with the Roaring Twenties aesthetics. And now the turbans got a bit forgotten >D

Bazą był prosty filcowy kapelusik o tym charakterystycznym kształcie dzwonka, współczesny rzecz jasna. Był w dobrym stanie i nie chciałam się go pozbywać tylko dlatego, że jego kolor przestał mi odpowiadać. Ponieważ rzuciły mi się w oczy dobre inspiracje i wychodzę z założenia, że przerobić da się wszystko, co da się rozpruć i zszyć na nowo - bordowy twór trafił pod maszynę, by dostać nowe życie. Teraz jest czarny jak należy, pełen podartych warstw, które tak bardzo kocham. Główną rolę gra gęsto obszyty koralikami szyfon z falistym rąbkiem, to kwintesencja mody flapperskiej. Siateczka kojarzona z tą epoką, choć nie noszona poza sceną, koronka o nieco art-deco deseniu, ozdoba na uchu z przedłużonym elementem - to też może pasować do estetyki Ryczących Dwudziestek. I teraz to turbany poszły w kąt >D