16 września 2017

A golden fern

I'm continuing my journey to look like a character from a fantasy world. Since it's dangerous to go alone, take this - I made myself a harem pantaloons to help me with this quest.

Kontynuuję moją podróż w celu wyglądania jak postać ze świata fantasy. Jako że it's dangerous to go alone, take this - poczyniłam haremowe pantalony do pomocy mi w tym zadaniu.



These pants, naturally, aren't a fantasy fashion - they had appeared a few fimes in Western fashion as a very short-lived and very scandalous fad (a costume designed by Charles Worth ca. 1870 and a magazine illustration from 1911) and originate from fashions of the Ottoman Empire. This country is not there anymore, but wide-legged pants remained on its former lands as a part of traditional costumes. They have slimmer legs nowadays, but in 19th and at the beginning of 20th centuries absurdly wide pantaloons were still in use: Algerian womanAlbanian womanKurdish man and orientalist painting by Frederick Bridgman, if these are any indicator of truth. Yet pants with such wide legs are widespread among ATS and tribal fusion dancers.

Te spodnie rzecz jasna nie są czymś ze świata fantasy - pojawiały się kilkakrotnie w modzie zachodniej jako bardzo krótkotrwały i bardzo kontrowersyjny trend (strój zaprojektowany przez Charlesa Wortha ok. 1870 roku i ilustracja z czasopisma z 1911 roku), a swój rodowód mają w modzie Imperium Osmańskiego. Państwa tego już nie ma, lecz spodnie z szerokimi nogawkami pozostały na jego dawnych terenach w tradycyjnych strojach ludowych. Mają one obecnie znacznie węższe nogawki - jednak w XIX i na początku XX wieku wciąż zdarzało się widywać absurdalnie szerokie pantalony: kobieta z Algierii, kobieta z Albanii, kurdyjski mężczyzna i orientalistyczny obraz Fredericka Bridgmana, jeśli takowe są jakimkolwiek wyznacznikiem prawdy. Tak szerokie są jednak nadal powszechne w użyciu wśród tancerek ATS i tribal fusion.


This cracks me up >D Pants with nearly 4,5 meters (14 feet) waist circumference, when was the last time you've seen such? I've sewn them from a chiffon saree and now I have lots of respect for people who work mainly with chiffon, what a bitch of a fabric.

Bardzo mnie to bawi >D Spodnie o niemal 4,5 metrowym obwodzie w talii, kiedy ostatnio zdarzyło się wam takie widzieć? Uszyłam je z szyfonowego sari i nabyłam mnóstwo respektu dla ludzi, którzy pracują głównie z szyfonem, co za kurewski materiał.

8 lipca 2017

Nothing remains except for the wounds

It's no mystery I adore run-down and ugly places - that is, the ones people with mainstream tastes would regard as such, because for me they are indeed run-down and charming. Whenever place like this gets renovated it saddens me only a little less than it would in case of tearing it down - a smooth layer of plaster can't impress me as much as paint peeling off, as moss spreading among broken tiles and as bricks peeking from a hole in plaster do. Yet people are happy with buildings deprived of whole pre-war atmosphere and made into some disgusting offices, because it's new, so of course it's good...
I mean, I know where is this coming from: such places are tightly shut, with security guards, dogs and barbed wire, despite the fact no works are done there for years. If the access was easier and I were able to explore them in their decaying glory - duuude, pump as much money into them as your bank account allows you to. But when no exploring - butthurt incoming.
On the other hand, I don't hide the fact that urban decay is really pretty and atmospheric for me, so this is an important factor, too. And if sometimes a falling brick hits someone in the head... well, you always gotta pay for beauty, duh!

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam miejsca zapuszczone i brzydkie - a przynajmniej jawiące się takimi ludziom o podstawowym guście, bo dla mnie są zdecydowanie zapuszczone i urokliwe. Remonty takich smucą mnie tylko odrobinę mniej, niż rozbiórki - gładziutko położona szpachla w "nowoczesnym" neutralnym kolorze nie potrafi mnie zachwycić tak, jak łuszcząca się farba, mech pełznący pośród potłuczonych kafelków czy cegła widoczna spod obtłuczonego tynku. A ludzie się cieszą z wstrętnych biurowców panoszących się we wnętrzach wyrugowanych z całego przedwojennego klimatu, bo grunt, że nowe jest...
Znaczy, ja wiem, jaką podstawę ma ta bolączka: taką, że takie miejsca są pozamykane na 50 spustów, obwarowane cieciami, psami i drutem kolczastym, choć przez całe lata nie są prowadzone w nich żadne prace. Gdyby dostęp do nich był łatwiejszy i było mi dane je zwiedzić w ich naturalnym stanie - paaanie, a ładuj se pan w nie tyle forsy, ile konto bankowe pozwala. A tak? Nie ma eksplorowania - jest ból dupy.
Choć fakt, że miejski upadek jest po prostu dla mnie ładny i klimatyczny, też jest nie do przecenienia. A że czasem cegła na głowę spadnie... za piękno od zawsze się płaci jakąś cenę, ot!




Lace kimono with fringe - thrift store koronkowe kimono z frędzlami
Blouse with beading - thrift store strega fashion polska
Witchy chiffon skirt - altered thrifted dress (Raven) stylizacje strega fashion pomysły
Maxi tulle skirt - H&M polska gotka strój
Oriental choker - tourist shop in Rethymno orientalny naszyjnik srebrny
Bat necklace - Restyle naszyjnik nietoperz
Skulls and crosses necklace - Holycreep naszyjnik czaszki i krzyże
Egyptian lotus earrings - Allegro egipskie kolczyki Egipt
Bracelets with big black stones - Lokaah orientalna bransoletka z kamieniem
Chain slave bracelet - Lokaah bransoletka z pierścionkiem
Slave bracelet with drops - olx stylizacja w stylu goth gothic
Big black and triple black rings - H&M
Blue goldstone and raindrops rings - Lokaah


My whole home city, Lodz, has a reputation of being run-down and ugly. It's easy to judge it by its cover or go with stereotype - in reality the appearance of this poor city is a result of its history, a quite unfortunate one, by the way. It's like a history of a school scapegoat, first bullied by the popular kids, later also by everyone else - after some time nobody can explain why this particular person is being bullied, but it has to be like that, because everyone does it. And I've said once I cherish all things unwanted and unneeded (and I had been bullied in school, too).
But this city is changing rapidly these days and with every renovated building or street routed anew it feels ever more foreign to me... So I'll keep clinging to every open wound on its fabric as long as I can, documenting what always was close to me. Just like today, last remains of Ludwig Geyer's factories on Piotrkowska Street, factories of a man who was one of the founding fathers of this city's immense textile industry. I'm proud I managed to capture on these photos how these ruined giants stand along the representative street, opposite our main museum and a park - yet they stand so silently, like unseen by anyone...

Cała Łódź uchodzi za miejsce zapuszczone i brzydkie. Łatwo jest ocenić po pozorach lub ulec ogólnopolskiemu stereotypowi - tak naprawdę wygląd tego nieszczęsnego miasta jest wypadkową jego historii, zadziwiająco zresztą przykrej. Jest to historia niczym tego szkolnego kozła ofiarnego, wpierw wyśmiewanego przez wpływową garstkę, potem przez wszystkich - po czasie nikt nie potrafi powiedzieć, czemu wszyscy się z niego śmieją, ale każdy to robi, bo tak robią wszyscy. Wspomniałam już kiedyś, że ukochuję wszystkie rzeczy niechciane i zepchnięte na dalszy plan (sama zresztą byłam gnębiona w szkole).
To miasto wszakże się szybko zmienia ostatnimi czasy i z każdym odnowionym budynkiem czy poprowadzoną na nowo ulicą jest mi coraz bardziej obce... Dlatego, póki mogę, będę się przylepiać do wszystkich niezaleczonych ran w jego tkance, uwieczniając na zdjęciach to, co zawsze było mi bliskie. Jako i dziś, resztki fabryk Ludwika Geyera na Piotrkowskiej, jednego z ojców założycieli włókienniczej potęgi tego miasta. Jestem dumna, że na tych zdjęciach udało mi się złapać to dziwne wrażenie, że te zrujnowane kobyły stoją przy reprezentacyjnej ulicy, na wprost najważniejszego muzeum i parku - a tak cichutko, jakby były niezauważane przez nikogo...


















A not too fancy layered outfit; I just wanted to wear this beaded blouse before ripping it apart and turning it into a part of another ATS skirt.

Taki tam niewyszukany warstwowy strój; chciałam po prostu założyć do czegoś tę paciorkową bluzkę przed przemieleniem jej w część kolejnej ATS-owej spódnicy.

17 czerwca 2017

No more tiers

Some years ago I had a friend who was my outfit idol. She had a gift of coordinating non-matching things with such nonchalance that they actually matched each other. One of the things she wore most often was a historical white petticoat with ruffles. That's silly, but before I saw her rocking it I had no idea long white skirt could go well with gothic style. But since then I knew I needed one.

Swego czasu miałam znajomą, która była moim ubraniowym idolem. Posiadła ona niezwykły dar zestawiania na pozór niepasujących do siebie ubrań z taką nonszalancją, że pasowały. Jedną z jej częściej noszonych rzeczy była historyczna biała halka z falbanami. To głupie, ale zanim zobaczyłam jej zestawy, nawet przez głowę mi nie przemknęło, że długa biała spódnica może pasować do gotyckiego stroju. Ale od wtedy wiedziałam, że potrzebuję taką mieć.


The first one I owned was thrifted, ruffly like a dream, but many things irritated me about it (like hyperbolic shape instead of wide conical). The second one was being sewn by me, with scraps of fishnet sewn onto base fabric - it was never finished, because I went mad that its weight started to tend to infinity, yet there was a lot of fabric still left uncovered. I have a feeling I had more ideas for a Perfect White Skirt, but they were all forgotten once I've discovered 24-yard ATS dance skirts. Conical, wide and with so much fabric one can tuck them in many ways and the legs are still covered. And sewn from rectangles (do you know how many funky things can be sewn from a rectangle?). Absolutely fabulous.

Pierwszą, jaką miałam, było znalezisko z lumpeksu, które, chociaż falbaniaste jak marzenie, z wielu powodów mnie irytowało (a głównym grzechem było układanie się w hiperbolę zamiast rozłożysty stożek). Kolejną była szyta przeze mnie, ze skrawkami siateczki doszywanymi do bazowego materiału - nigdy nie została ukończona, bo szlag mnie trafił, że jej waga zaczyna dążyć do nieskończoności, a ilość wolnego miejsca wcale się nie zmniejsza. Mam wrażenie, że miałam więcej pomysłów na Perfekcyjną Białą Spódnicę, ale wszystkie zostały zapomniane, gdy odkryłam istnienie 24-jardowych spódnic do tańca ATS. Stożkowe, rozłożyste, i materiału tyle, że można je podpinać, a i tak nie pokazuje się nóg. A do tego szyte z prostokątów (wiecie, ile fajnych rzeczy można uszyć z prostokąta?). Bajecznie.




Make sure your first serious sewing project won't include sewing a 20-meters long strip of fabric to a 24-meters long one, because it can drive you insane and it WILL. Yes, I've made necessary maths in meters instead of yards, because that's what we use in Poland. I've sewn it like all my handmade stuff - from upcycled thrifted skirts, dresses, blouses, ethnic tunics and a nightgown; the basis of the idea was I wanted the hem to be made from broderie anglaise (in the end there is a small part of lace). It would be impossible to show all the details, but I think these few photos show well what's going on in here and how bland the back is >D Anyway, I loved this old idea with fishnet and it was hard for me to scrap it, yet ripped things don't match everything (did I really write that...?). So I've started to sew a fishnet overskirt for the extra versatileness <3 But it's not that funky to show it on its own.

Postarajcie się, aby wasz pierwszy poważny szyciowy projekt nie zawierał przyszywania 20 metrów do 24, bo to może doprowadzić do szału - i doprowadzi. Tak, obliczałam spódnicę w metrach, bo to bardziej cywilizowana jednostka miary niż jakieś tam jardy. Szyłam ją jak moje wszystkie twory - recyklingując lumpeksowe spódnice, sukienki, bluzki, etniczne tuniki i koszulę nocną; podstawą było mi to, że chciałam mieć cały dół z haftu angielskiego (ostatecznie kilkanaście centymetrów jest gipiurowe). Niemożliwością byłoby pokazać każdy detal, ale tych kilka ujęć chyba daje dobry obraz całości i tego, że tył jest bez szału >D Kochałam wszakże ten stary pomysł z siateczką i było mi szkoda się go pozbyć, a podartości niestety nie do wszystkiego pasują (i ja to napisałam...?). Siateczkowy tedy się szyje overskirt dla łatwiejszego zmieniania stylistyki <3 Ale ten nie jest na tyle odkrywczy, by go pokazywać osobno.


Of course, 24 - meters, yards - is the length of the longest, lowest tier, not of the whole fabric skirt this type uses. All tiers together have nearly 77 meters... But, just to have it clear - you don't need to buy 77 meters of fabric to sew an ATS skirt. It can be sewn with the most basic tier ratio from a 6-meters long sheet (given the standard width is 140 cm) and you'll still be left with leftovers for a waistband. Mine has very modified tier ratio, thus the crazy number of meters.

Oczywiście to 24 - metry, jardy - to długość tylko najdłuższej, dolnej falbany, nie całości materiału, jaki schodzi na spódnicę tego typu. Wszystkie falbany łącznie mają prawie 77 metrów... Ale, żeby było jasne - spódnica do ATS nie wymaga kupienia 77 metrów materiału. Można ją spokojnie uszyć według najbardziej podstawowych proporcji z 6-metrowej płachty (przy standardowej belce materiału szerokości 140 cm) i jeszcze zostanie zapas na pasek. Moja ma mocno zmodyfikowane proporcje, stąd te metry wyszły takie szalone.


And the title is a lie - I have a black one planned, too >D But it will be sewn in a bit more intelligent way.

A tytuł wpisu kłamie - w planach jest jeszcze czarna, rzecz oczywista >D Tylko szyta już trochę inteligentniej.

6 maja 2017

Blue and yellow? No...

There's always a black sheep in a family. Somebody who joins Hare Krishna movement and later denies something like this ever happened. An uprising veteran who gives up on social life and becomes a hermit - leading a life of a holy man doesn't get in a way of banging all women from a nearby village. Somebody who carries an urn with her husband's remains in a backpack. Somebody who gets imprisoned for delivering prostitutes on orders from mafia. Things happen. Even to the best. (disclaimer: not all of these are from my family, but all are true)

W każdej rodzinie zawsze trafi się jakaś czarna owca. A to ktoś dołącza do krysznowców, a potem się wypiera, że coś takiego kiedykolwiek miało miejsce. A to były powstaniec postanawia wypiąć się na życie i zostaje pustelnikiem - pędzenie żywotu męża świątobliwego nie przeszkadza mu w obracaniu wszystkich wieśniaczek z okolicy. A to ktoś nosi urnę z prochami męża w plecaku. A to ktoś trafia do więzienia, bo jest mafijnym chłopcem na posyłki, tj. do rozwożenia dziwek na miejsce. Rzeczy się zdarzają. Nawet najlepszym. (to ważne: nie wszystkie są z mojej rodziny, ale wszystkie są prawdą)



Let's take a look at dragons, for example. Breathing fire here, creating a world there, in general a power to bow before for a human, if only humans didn't decide they're going to be able to kill everything; hold my beer and look. Yet even among their kind there is a black sheep - and I don't mean the one stuffed with sulphur and tar, but the metaphorical one. And its name is basilisk.

Not many people, I think, know this, but basilisk is indeed a type of dragon. Its name comes from Greek language and means 'little king' - a lesser king of snakes, just like a dragon was considered to be their greater king. Both of these monsters date back to Ancient times, but their image changed so greatly in Middle Ages, that we, the modern people, wouldn't call their original versions with proper names. Both of them would be just fancy snakes for us. Archaic dragon was an enormous serpent. What kind of snake an ancient basilisk was?

A not too big one. Its royal status was determined by a spot on its head resembling a tiara, moving with half-standing body instead of slithering and evil superpowers - not only killing stare, but also venom so strong that a crossing basilisk was leaving scorched grass and eroded stones in its wake. Even its breath was deadly, and it could be killed only by a weasel's urine and smell. It seems like the basis for creating a basilisk legend were features of various types of cobras merged together, like marks on a hood, body standing upright, attacking from a distance by spitting venom and they can be killed by a venom proof mongoose, an animal very similar to a weasel. But it's still tad strange, as the ancient Mediterranean people knew cobras from Egypt.


Weźmy na ten przykład smoki. Tu zieją ogniem, tam tworzą świat, generalnie czołobitna potęga dla człowieka, gdyby tylko człowiek nie postanowił, że będzie w stanie zabić wszystko; potrzymaj mi piwo i patrz. A nawet i w tym rodzie jest czarna owca - i niekoniecznie mówię tu o takiej wypchanej siarką i smołą, a tej metaforycznej. A imię jej - bazyliszek.

Niewiele osób, jak sądzę, zdaje sobie z tego sprawę, ale bazyliszek jest w istocie odmianą smoka. Nazwa ta wywodzi się z greki, oznacza "małego króla" (królika? >D) - małego króla węży, tak jak dużym ich królem był smok. Oba te stwory mają starożytny rodowód, ale ich wizerunek uległ tak potężnym przekształceniom w średniowieczu, że my, ludzie współcześni, nie mielibyśmy odruchu nazwania pierwowzorów poprawnymi nazwami. Oba byłyby dla nas frymuśnymi wężami. Archaiczny smok był wężem gigantycznym. Jakim wężem był antyczny bazyliszek?

Otóż - niedużym. Jego królewski status wyznaczać miała plamka na głowie przypominająca kształtem diadem, połowicznie wyprostowana postura miast pełznącej oraz super moce w czynieniu zła - nie tylko śmiercionośny wzrok, ale też jad tak silny, że po przejściu bazyliszka zostawał wypalony w trawie ślad i skruszałe kamienie. Nawet jego oddech był zabójczy, a śmiertelny dlań był tylko zapach i mocz łasicy. Wydaje się, że za podstawę do wymyślenia bazyliszka posłużyły cechy różnych gatunków kobr, jak ozdoby na kapturze, wyprostowana sylwetka, zdolność atakowania z odległości przez strzyknięcie jadem i możność zabicia przez łasicopodobną, i odporną na jad, mangustę. Co i tak jest dziwne, gdyż kobry były ówczesnym ludziom Śródziemnomorza dobrze znane z Egiptu.



We in Poland and some other European countries know basilisk as a bullshit rooster with some reptilian features. And then there came Harry Potter series, where this monster was shown as a huge snake and I was like 'what'. Various features of the serpent of Slytherin are quite an artistic license of the series' author, but there is one important reason why this name and why for the serpentine monster. That's because in English language a basilisk indeed is more of a reptile. The bullshit rooster monster is called cockatrice.

'Well, yes', someone could think, 'the "cock" part makes more sense in case of a cockerel monster' - and that person couldn't be more wrong >D The only thing that makes sense is that basilisks and similar creatures are dicks indeed >D But let's get to the point - etymology of this word is the wildest ride I've ever encountered during various searches, so buckle your seat belts, because there are no cockerels. Cockatrice is a warping of an Old French word, which in turn is a warping of a Latin word 'calcatrix'. Now this is normal in linguistics, this happens. What is not normal though, is that calcatrix, meaning 'she who tramples', was a word used for mongoose - the same mongoose from two paragraphs above. A small animal with fur. Also well known from Egypt. Welcome to the merry world of Medieval distortions.

How did this happen? In 12th century an English author wrote this poor animal called cockatrice hatches from a cockerel egg incubated by a toad or snake (was he a victim of this confusing 'cock' part?). Since the basilisk was believed to hatch from a toad or snake egg incubated by a cockerel, the merging of both was inevitable - and that's how the two monsters with different proportions of chicken and snake features came to be. To this day English and languages that emerged from Latin have both words. All other European languages don't even have a translation for cockatrice. We in Poland, though, have the 'Witcher' series, where one can find two translations for cockatrice, both made up by the author, both present in games and one of the books. One of these words is basically 'chickenlisk' and I love it - even if it makes zero sense etymologically, but word formation by likening is as often seen in linguistics as by warping the original word.


My w Polsce (i paru innych krajach) wyrastamy na gruncie tradycji, że bazyliszek jest lipnym kogutem z paroma gadzimi cechami. A potem przyszedł Harry Potter, który przedstawił tego stwora pod postacią wielkiego węża i było to dla mnie zdrowo dziwne. Różne cechy węża Slytherina to akurat spora licentia poetica autorki serii, ale jest też jeden dość istotny powód, czemu taka nazwa i czemu dla takiej formy. W angielszczyźnie basilisk faktycznie wykazuje więcej cech gadzich. Zaś potwór pod postacią lipnego koguta zwie się cockatrice.

"No tak!" ktoś mógłby pomyśleć, "Cząstka "cock" ma dużo więcej sensu w przypadku koguciego potwora." - i rozminie się taka osoba z prawdą o lata świetlne >D Sens ma jedynie to, że bazyliszki i pokrewne są w istocie chujami >D Okej, ale do rzeczy - etymologia tego słowa to najostrzejsza jazda bez trzymanki, na jaką zdarzyło mi się natrafić przy okazji różnych poszukiwań, więc zapnijcie pasy, bo nie ma tu żadnych kogutów. Cockatrice to zniekształcone odczytanie starofrancuskiej nazwy, które z kolei jest zniekształceniem łacińskiej nazwy "calcatrix". To akurat jeszcze norma w lingwistyce, to się zdarza. Co nie jest normalne, to to, że calcatrix, oznaczające "ta, która depcze", było nazwą mangusty - tej samej mangusty sprzed dwóch akapitów. Niedużego zwierzątka z futerkiem. Również dobrze znanego z Egiptu. Witamy w radosnym świecie średniowiecznych przeinaczeń.

Jak to zaszło? Otóż w XII wieku angielski pisarz zapisał, iż to nieszczęsne zwierzątko zwane cockatrice lęgnie się z koguciego jaja wysiedzianego przez ropuchę lub węża (czyżby padł ofiarą właśnie tej mylącej cząstki "cock"?). Jako, że bazyliszek miał lęgnąć się z ropuszego bądź wężowego jaja wysiedzianego przez koguta, kwestią chwili była pomyłka i zmieszanie obu - i tak powstały dwa potwory o odmiennych proporcjach cech kurczaka i węża. Do dzisiaj podział na oba istnieje w angielskim i językach, które rozwinęły się z łaciny. Inne języki europejskie nie mają nawet tłumaczenia cockatrice. My w Polsce mamy wszelako cykl o Wiedźminie i tam można natknąć się na wymyślone przez autora słowa "kuroliszek" bądź "kokatryksja", tak w jednej z książek, jak i w grach. Osobiście uważam, że "kuroliszek" jest wspaniałą nazwą - nawet jeśli etymologicznie nie ma sensu, ale słowotwórstwo przez upodobnienie występuje tak samo często, jak przez zniekształcone odczytanie.


Ruffly shirt - thrift store (H&M) wiktoriańska koszula czarna gotycka
Neo-victorian capelet - handmade wiktoriańska pelerynka narzutka
Mourning Lady corset - Rebel Madness gorset gotycki czarny
Oriental print overskirt - thrift store victorian shirt black gothic
Chiffon skirt - thrift store mourning victorian capelet mantelet
Mirror necklace - handmade naszyjnik z lusterkiem
Henna gloves - Restyle, altered by me stylizacje dolly kei stylizacja
Fake septum piercing - Lokaah dolly kei polska
Face chain - some tourist store in Chania oldschool dolly kei outfit
Winklepickers - Mango
Turban - thrifted scarf


You know me - I wouldn't write an entry so long if I wasn't going to elaborate some more about its ties to the place where I took the photos >D I've mentioned we have a legend about basilisk in Poland. It was told to live in basement of one of old houses in Warsaw, on an alley called Krzywe Koło (meaning: Crooked Wheel. Lovely!), where it held two kids as hostages for a few hours. And despite most of the photos were taken on various little alleys around the Old Town, here I am - in Warsaw and on Krzywe Koło. Without the basilisk, because its hideout was a house that was already ruined in its times, but... maybe you'll spot it?
And all of this got me thinking: was it really a basilisk or maybe a cockatrice we don't even have a name for? There's no answer for this, I'm afraid. But I'd say if a language doesn't have a word for something, it means it's not important for it to distinguish it. Since we have a word for basilisk, then it's a basilisk, period. Besides, I like that we share a word and monster description with a lot of neighbouring countries, than take a really retarded example of distortion of a distortion.

Znacie mnie - nie przysoliłabym tak solidnym wstępem, gdyby nie miał on mieć jeszcze dalszego związku z miejscem zdjęć >D Na pewno większość z was zna legendę o polskim bazyliszku (skądinąd napisaną przez Oppmana tak tragicznie, że zęby bolą). Miał ten bazyliszek gnieździć się w piwnicach stołecznej kamienicy przy uliczce o wdzięcznej nazwie Krzywe Koło i przez kilka godzin trzymać dwójkę dzieci jako zakładników. I choć spora część zdjęć z tej notki była zrobiona przy różnych innych uliczkach blisko Starówki, oto jest - Warszawa i Krzywe Koło. Już bez bazyliszka, gdyż jego kryjówką były podziemia domu zrujnowanego już w jego czasach, ale... może jednak się znajdzie?
I teraz, ostateczne pytanie: to z legendy to faktyczny bazyliszek, czy może jednak daliśmy dupy i z naszą stolicą związany jest stwór, dla którego nawet nie mamy polskiej nazwy? >D Na to odpowiedzi nie ma, obawiam się. Mogę zaryzykować, idąc po raz kolejny tropem językoznawczym - jeśli dany język nie ma nazwy dla czegoś, to znaczy, że wyróżnianie tego nie jest dla niego istotne. Skoro posiadamy słowo na bazyliszka, to jest to bazyliszek, kropka. Poza tym wolę współdzielić słowo i opis stwora z całą masą państw sąsiednich, niż bazować na naprawdę idiotycznym przykładzie przekształcenia przekształcenia.


And here it is! This is definitely not a cockatrice.




It is said a basilisk can be killed with its own stare reflected in the mirror - this is how the one from the Warsaw legend died - so, mirrors there are >D Although the Witcher says mirror works only if you slam the monster with it strong enough on the head >D

Powiada się, że bazyliszka można zabić każąc mu spojrzeć w lustro - a przynajmniej tak zginął ten z Warszawy - są więc lustra >D Choć Wiedźmin przekonuje, iż lustro działa tylko wtedy, gdy się nim dostatecznie mocno zdzieli potworę w łeb >D